Broda. Czy kobietom się to podoba?

Zarost to rzecz, która towarzyszy ludziom od początku ludzkiej rasy i prawdę mówiąc, nie wiadomo czemu. Od kiedy nieznany nam dziś gatunek pramałpy stanął na tylne łapy i stwierdził, że tak mu wygodniej, samce hominidów zaczęły zarastać na pyskach. To jest, pardon, na swych szlachetnych obliczach o niewątpliwie myślących oczach. Czasem, rzecz jasna, pojawia się takie uwłosienie i u kobiet, ale nie wiedzieć czemu nie jest już wtedy tak atrakcyjne dla płci przeciwnej. Ot, zwykły seksizm.

Ludzki model zarostu nie jest znany innym małpiszonom, choć np., orangutany mają przepiękne bokobrody. Co się zatem stało, że geny, warunkujące występowanie zarostu, zostały utrwalone przez dobór naturalny i sterowanie tą naturalną ozdobą natura powierzyła testosteronowi? Przecież to musiało trwać dziesiątki tysięcy lat, a skoro tak, to brodaty osobnik miał po prostu – co by nie mówić – większe szanse na reprodukcję i przekazanie genów dominujących dalej. W wielu przypadkach dziś też ma takie szanse, bo przecież piękne panie kochają neandertalczyków. Są tacy męscy!

Zarost chroniący męskie twarze pojawił się prawdopodobnie podczas trwania epoki lodowcowej. Dlaczego tylko u męskiej części populacji hominidów? Można założyć, że to mężczyźni polowali i odmrażali sobie buźki, podczas gdy kobiety pilnowały domu, cokolwiek nim było. Powoli w podświadomości utrwalał się stereotyp: zarost->myśliwy->mięso->pożądany kandydat na męża. Brodaty osobnik, nawet o aparycji goryla, stawał się atrakcyjniejszy, a nie zapominajmy, że stereotyp prehistorycznego człowieka, zalecającego się do wybranki maczugą, jest najpewniej fałszywy. W większości wypadków jaskiniowa Wilma musiała przynajmniej zaaprobować swego Freda, nim wysłano ją do jego groty czy tam szałasu. Dowód? Nawet najbardziej prymitywne plemiona kultywują jakąś formę zalotów przed ślubem, niezależnie od tego, jaki jest status kobiet w danym plemieniu. Nie ma powodu sądzić, by „kiedyś” było inaczej.

Przez tysiąclecia zmieniała się popularna w danym społeczeństwie forma, a także status owłosienia twarzy.
W dawnych Chinach i Japonii prawo noszenia, skąpego zresztą, zarostu mieli tylko ludzie wysoko postawieni.
Amerykańskie kultury prekolumbijskie ignorowały go, gdyż Indianie, jeśli w ogóle mają zarost, to bardzo słaby i rzadki.
Grecy preferowali schludnie przycinaną i starannie pielęgnowaną brodę, często bez wąsów.
Semici i ogólnie Palestyńczycy bardzo dbali o zarost, uważając go za zewnętrzną oznakę męskości, a także pobożności. *
Egipcjanie golili nie tylko twarze, ale często i całe głowy, przykrywane ozdobnymi perukami (można dywagować, czy słynna złota „broda faraonów” była pokrowcem, czy tylko pustym dodatkiem do monarszego stroju).
Rzymianie gardzili zarostem, uważając że jest dobry dla niewolników, gladiatorów i barbarzyńców – stąd zresztą ich nazwa, „barba” to po łacinie „broda”. Barba tua curva est, jak powtarzają z upodobaniem polscy uczniowie…

Średniowiecze i wieki późniejsze przyniosły taką rozmaitość modnych form brody i wąsów, że można by je omawiać w nieskończoność. Raz mężczyźni o pewnym statusie społecznym musieli mieć brody, innym razem nosili je tylko więźniowie i włóczędzy. W wieku XIX’tym i na początku XX’tego obfity zarost był domeną artystów, medyków i uczonych, którzy – jak wiadomo – nie lubili tracić czasu na coś tak nieistotnego jak ich powierzchowność. Często nie tracili go również na higienę, co w przypadku lekarzy, zwłaszcza chirurgów i położników, miało katastrofalne skutki dla ich pacjentów.

A dziś?

Nasze czasy są bardzo liberalne. Wyjątkiem są kraje, w których noszenie brody należy do obowiązków religijnych. U nas na szczęście jest to sprawa wyboru. Można czesać się, jak kto chce, ogolić się lub zapuścić brodę do pasa – nikt  człowiekowi złego słowa nie powie. Można też zdecydować się na wypromowany przez Chucka Norrisa trzydniowy zarost. Niektórym kobietom bardzo się on podoba, choć nawet najprzystojniejszemu mężczyźnie nadaje on wygląd ostatniego niechluja. Wiele dam podnieca dotyk kłującego jak jeż policzka, są też takie, które cenią sobie pełny zarost, bo dzięki niemu ich partner jest bardziej seksowny i dodaje mu to powagi, którą cenią. Wszystko to kwestia gustu.

Warto jednak, by brodacze pamiętali, że ozdoba ich twarzy wymaga nie mniejszej dbałości niż czupryna, bo nawet jeśli dama ich serca szaleje za mocno owłosionymi, to brudne i przetłuszczone kłaki, a jeszcze nie daj Boże ozdobione resztkami jedzenia, na pewno jej nie podniecą.

 

*
Stara żydowska anegdota opowiada, jak to przyszedł zmartwiony Żyd do rabina po radę.
– Rebe, chcę się żenić, ale moja narzeczona wymaga, żebym zgolił brodę. Czy Pismo na to zezwala?
– Ależ skąd! – odpowiada rabin.- Najwyższy zabronił dotykania ostrzem skóry człowieka.
– Zaraz, ale przecież ty sam jesteś ogolony…
– Rzeczywiście. Tylko czy ja pytałem rabina o pozwolenie?