bieta

JAK SCHUDNĄĆ BEZ EFEKTU JO-JO

szczupła dziewczynaChęć zrzucenia dodatkowych kilogramów jest w tym stuleciu najpowszechniejszą ze wszystkich żądz, nawet gdy doliczyć te erotyczne. Lansowany przez media wizerunek człowieka atrakcyjnego, któremu można policzyć wszystkie żebra, nakręca spiralę zysków. Przekłada się na miliardowe obroty koncernów, produkujących przeróżne „orbitreki” tudzież pasy do stymulacji elektrycznej oraz rzekomo cudowne środki na schudnięcie. Pełno tego wszędzie. Pigułki, tabletki, napoje zalegające półki aptek.  Sztucznych i naturalnych słodzików mamy w sklepach kilkanaście rodzajów. A grubasów na ulicach coraz więcej. Czy ten cały kosztowny kram nie działa?

Ależ działa. Na krótką metę. Schudnąć to nie sztuka, jak się człowiek zaweźmie. Problem zaczyna się, gdy trzeba utrzymać uzyskaną za cenę krwawych wyrzeczeń wymarzoną linię. Dlaczego? Dlatego, że w swoistej „mapie” naszego umysłu jest zapisane więcej, niż byśmy chcieli. Także nasza tusza – pośrednio. Pomijam tu kwestie związane ze zmianami  chorobowymi, chodzi mi wyłącznie o ludzi tyjących z powodu niewłaściwego trybu życia.

  • Doprawdy nie wiem, od czego tak tyję – wzdycha niewinnie niejedna pulchniutka dama, pochłaniając trzecią napoleonkę i zagryzając lodami z bitą śmietaną.- Przecież ja prawie nic nie jem!

W tym sęk. Nasza miła pani o rubensowskich kształtach – równie dobrze może to być zresztą pan, nie bądźmy seksistami – rzeczywiście stara się ograniczać główne posiłki. Tyle, że przez to robi się nieznośnie głodna i łatwo ją wtedy skusić na ciasteczko, cukierka lub kawałek czekolady. A jak już zacznie… Na drugi dzień bardzo żałuje i postanawia w ramach pokuty odmówić sobie obiadu. Wieczorem zaś nie wytrzymuje i zjada wszystko, co znajdzie w lodówce. Organizm głupieje i zamiast spalać tłuszcz, zaczyna pracować by go jeszcze więcej odłożyć. Bo a nuż szykuje się jakaś żywnościowa katastrofa i zapasy są konieczne?

Człowiek pragnący schudnąć widzi, że jego silna wola jest w istocie bardzo słaba, postanawia więc ćwiczyć do upadłego. To nie jest zły pomysł, na pewno poprawi sobie kondycję, ale efekt odchudzający tych praktyk raczej go nie zachwyci. Zwłaszcza że ruch na świeżym powietrzu bądź wylewanie potu w siłowni piekielnie dobrze wpływa na apetyt. Czy zatem nie ma ratunku?

Przede wszystkim odchudzać się należy z głową. Szeroko reklamowane cudowne diety pomagają na krótko, gdyż ich wspólnym mianownikiem jest fakt, że nie da się ich stosować w nieskończoność. A gdy efektownie odchudzony człowiek wraca do normalnego jadłospisu, niemal w oczach ponownie tyje. Wiele z tych diet może na dodatek doprowadzić do poważnych zaburzeń metabolicznych i wpędzić kandydata na modela roku w ciężką chorobę. Coś takiego po prostu się nie opłaca. A co się opłaca?

Pierwsze kroki należy skierować nie do apteki, a do lekarza. Wykonać komplet badań, żeby wykluczyć problemy endokrynologiczne. Potem wizyta u profesjonalnego dietetyka, najlepiej w Instytucie Żywienia i Żywności.  Tam dostanie się ułożony na nasze indywidualne potrzeby jadłospis i ewentualnie dodatkowo listę łagodnych środków wspomagających przemianę materii. Zapisać się na jakiekolwiek zajęcia sportowe (byle nie szachy czy brydż), ale nie przesadzać. Nie chodzi o to, by po każdym treningu trzy dni dochodzić do siebie, ważna jest systematyczność ćwiczeń. To wszystko na początek.

A dalej? Dalej trzeba uświadomić sobie, że zarówno dieta, jak i ćwiczenia nie zostały nam, dane na kilka miesięcy lub rok. Musimy się ich trzymać z żelazną konsekwencją, już stale. Jasne, że gdy osiągniemy już wymarzone wymiary, można od czasu do czasu pozwolić sobie na małe odstępstwo od zasad. Tylko że, primo: raz na jakiś czas, a secundo: małe. Dwa kwadraciki czekolady, nie cała tabliczka od razu. Jeden cukierek, nie garść. Plasterek ciasta, nie od razu połowa babki. Pod tymi warunkami naprawdę nie zaszkodzi.

Należy pamiętać, że jeszcze bardzo długo po schudnięciu nasz mózg przechowuje obraz ciała o kształtach, których się pozbyliśmy. I próbuje wrócić do zapamiętanego stanu. Stąd właśnie bierze się efekt jo-jo i przykra tendencja do szybkiego odzyskiwania tłuszczyku po zabiegach liposukcji. Trzeba pamiętać, że ciężka praca nad urodą i zdrowiem nie kończy się w momencie, gdy z numeracji XXL przejdziemy na M. Przeciwnie, to dopiero początek prawdziwej walki. I choć nie warto sugerować się wyglądem modelek z wybiegów mody, to dążenie do optymalnej wagi będzie procentowało, zmniejszając zagrożenie cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami kręgosłupa. Pożyjemy i dłużej, i lepiej.

A że nie tak smakowicie – to już trudno. W życiu wszystko kosztuje.